GŁÓWNY SZLAK BESKIDZKI: KUBALONKA - BARANIA GÓRA

Żmija Zygzakowata
Żmija Zygzakowata

W góry chyba już na dobre przyszła wiosna. Po zawirowaniach pogodowych, naprzemiennych opadach śniegu i deszczu nadeszły w końcu ciepłe, a przynajmniej cieplejsze dni. W sieci pojawiły się setki zdjęć z krokusami w roli głównej, to z Chochołowskiej, to z Gorców. Również i ja zapragnąłem w końcu osobiście przywitać się z wiosną w górach. Tak się złożyło, że od dłuższego czasu planowałem odwiedziny rejonu Beskidu Śląskiego, w którym swój bieg zaczyna „królowa polskich rzek” – Wisła. Kolejnymi argumentami za wyjazdem akurat w ten właśnie region były: odległość od miejsca zamieszkania, możliwość wejścia na Baranią Górę, poprowadzenia drogi tak, by nie schodzić tą samą nitką w dół. Wiązało się to dla mnie także z możliwością dalszego przemierzania Głównego Szlaku Beskidzkiego. Ostatnio moja przeprawa zakończyła się na Przełęczy Kubalonce, z której teraz mogłem wystartować dalej właśnie w kierunku szczytu Baraniej Góry.

Drewniany kościółek na Stecówce
Drewniany kościółek na Stecówce

Tym razem w góry nie wybrałem się samotnie. Pojechaliśmy w trzyosobowym składzie z zamiarem przemaszerowania 20 kilometrów. Jak się okazało, trzeba było przemierzyć znacznie więcej, ale o tym później. Gdy dotarliśmy na Kubalonkę, parking był całkiem pusty. Zważywszy na to, że nie była to jakaś nieludzko wczesna pora mogliśmy się spodziewać upragnionej pustki na szlaku. Tak też się stało. Pierwsze kilometry przemierzaliśmy w świętym spokoju, przy słonecznej pogodzie urozmaiconej delikatnymi podmuchami orzeźwiającego wiatru. Szlak z początku suchy, niebawem zamienił się w trudne do przemierzenia moczary, a dotyczyło to wypłaszczeń terenu, w których zapewne dopiero co stopniał śnieg. Gdy już przedarliśmy się dalej szczęśliwie nie wpadając po kolana do wody natrafiliśmy na kolejną przeszkodę. Tym razem była to sycząca, rozeźlona żmija, której w roztargnieniu o mały włos nie nadepnąłem. Wygrzewała się w słońcu na kamieniu, przez co wcale tak bardzo nie rzucała się w oczy. Oczywiście nie podarowaliśmy sobie zrobienia zdjęć tej, nie tak łatwo spotykanej przedstawicielce beskidzkiej fauny i nie naruszając już bardziej jej spokoju oraz położenia poszliśmy dalej. Tak dotarliśmy spokojnym tempem do Stecówki. Stecówka to przysiółek Istebnej położony na rozległej polanie. Znajduje się tu także schronisko oraz drewniany kościółek, które ładnie komponują się z otoczeniem.

Panorama Beskidu Żywieckiego
Panorama Beskidu Żywieckiego

Idąc dalej łagodnym wzniesieniem dotarliśmy do kolejnego ciekawego miejsca na szlaku – na Przysłop. Znajduje się tu Baraniogórski Ośrodek Kultury Turystyki Górskiej PTTK u źródeł Wisły oraz drewniany budynek dawnej gajowni Habsburgów z II połowy XIX w., w którym mieści się obecnie "Izba Leśna". Podobno jest to najstarszy budynek w Wiśle. W tym miejscu łączą się trzy szlaki (czerwony, zielony, niebieski) i prowadzą już razem na nieodległy już stąd szczyt Baraniej Góry. Tutaj też wkroczyliśmy na teren Rezerwatu Baraniej Góry. Grzbiet, którym wędrowaliśmy stawał się z biegiem szlaku coraz łagodniejszy, gdzieniegdzie zalegały jeszcze spore płaty zapadającego się śniegu naprzemiennie z wielkimi kałużami, gołym okiem widać było, że to już na dobre początek wiosny w tym rejonie. Kilkanaście minut później staliśmy już na szczycie Baraniej Góry.

Dobrze widoczny masyw Czantorii Wielkiej
Dobrze widoczny masyw Czantorii Wielkiej
Po lewej Skrzyczne, w oddali Beskid Mały (pasmo Magórki Wilkowickiej)
Po lewej Skrzyczne, w oddali Beskid Mały (pasmo Magórki Wilkowickiej)
W oddali słabo widoczne Tatry
W oddali słabo widoczne Tatry

Ze szczytu roztacza się wspaniały widok od północy, przez wschód, po kierunek południowy. Część zachodnia zasłonięta jest lasem, ale nie stanowi to żadnego problemu, gdyż szczyt Baraniej urozmaicony jest metalową wieżą widokową, której platforma sięga ponad wierzchołki drzew. Patrząc na zachód możemy podziwiać pasma Czantorii i Równicy, gdy skierujemy wzrok na północ naszym oczom ukaże się najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne z charakterystycznym masztem szczytowym, zobaczymy również pasmo Magórki Wilkowickiej w całej jego rozciągłości. Kierunek wschodni to oczywiście już grzbiety Beskidu Makowskiego i grzbiety Beskidu Żywieckiego z Babią Górą i Pilskiem w rolach głównych. Trudno je przeoczyć, gdyż o tej porze ich wierzchołki są jeszcze nieco pokryte śniegiem. Widok w kierunku południowo-wschodnim i południowym przy dobrej widoczności zagwarantuje nam panoramę słowackiej Fatry, a w oddali zamajaczą tatrzańskie wierzchołki. Te wszystkie atrakcyjne pozycje na liście widoków z Baraniej Góry w mojej subiektywnej opinii nadają jej status lidera jeśli chodzi o punkty widokowe Beskidu Śląskiego.

Platforma widokowa na szczycie Baraniej Góry
Platforma widokowa na szczycie Baraniej Góry

Ale nadszedł czas by opuścić ten wyłysiały wierzchołek i udać się w drogę powrotną, a że nie specjalnie uśmiechało nam się wędrować tą samą trasą, zdecydowaliśmy się zejść szlakiem niebieskim do Wisły – Czarnego, by później nieco podejść na przełęcz Kubalonkę. Po stronie północno-zachodniej, którą maszerowaliśmy w dół leżało zdecydowanie więcej śniegu, przynajmniej w partiach szczytowych. Im dalej od szczytu się znajdowaliśmy, tym mniej ludzi mijaliśmy na szlaku, a to zapewne dlatego, że w pewnym momencie zaabsorbowani rozmowami na wszelakie głębokie tematy, równie głęboko zeszliśmy poza szlak i trafiliśmy na leśną drogę. Zdając sobie jednak sprawę z naszego położenia i kierunku w jakim prowadziła droga nie zdecydowaliśmy się na odwrót i poszliśmy dalej w dół. Byliśmy też już poza terenem rezerwatu, więc tym bardziej nie mieliśmy oporu, by iść poza szlakiem, a szliśmy drogą do niego równoległą tyle, że szybciej opadającą w dół. W szybkim tempie dotarliśmy do Czarnego, wracając jednocześnie na szlak. Teraz już czekał nas marsz po asfalcie do samej Kubalonki, ale zawsze to urozmaicenie trasy. Szczególnie, że wędrowaliśmy wzdłuż nurtu Białej Wisełki, aż do Jeziora Czerniańskiego. Z ciekawszych aspektów tej drogi zdecydowanie należy wymienić zameczek Prezydenta RP, w pobliżu którego przechodziliśmy tuż przed dotarciem na przełęcz. Przywitaliśmy zatem wiosnę w Beskidzie Śląskim przemierzając przy okazji kolejny fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego, mianowicie Kubalonka – Barania Góra. Całość trasy wyniosła 30 km. Nasze odświeżone ciała i dusze udały się w drogę powrotną do smętnego Zagłębia Dąbrowskiego…

Bartek

Comments: 0