BESKID ŚLĄSKI - PĘTLA NAD DOLINĄ

Na pożegnanie tegorocznej zimy, postanowiliśmy odwiedzić jeden z najbardziej popularnych zakątków Beskidu Śląskiego. Wczesnym rankiem w kompletnej mgle wyruszyliśmy w kierunku Bielska-Białej, by wybrać się na szlak prowadzący Pasmem Klimczoka. Drogę zaplanowaliśmy tak, by zatoczyć pętlę wokół doliny Wapienicy. Nie opodal od wejścia na szlak, na wysokości jeziora Wielka Łąka musieliśmy dokonać wyboru, czy idziemy w prawo szlakiem niebieskim na Błatnią, czy też odbijamy w lewo żółtym szlakiem prowadzącym na Szyndzielnię (1026 m n.p.m.). Szybko zdecydowaliśmy się na drugi wariant i ruszyliśmy łagodnym podejściem w górę. Po osiągnięciu wysokości około 700 m n.p.m. wkroczyliśmy w krainę o jeszcze nieco zimowej scenerii.

W drodze na Szyndzielnię
W drodze na Szyndzielnię

Fakt ten nas jednak nie zdziwił. Raz, że pogoda zimowa dopiero odpuszczała w rejonach beskidzkich, po drugie szliśmy do góry stokiem pochylonym ku północy, a tutaj pola śnieżne topnieją w końcowej fazie odwilży. Było to przyjemne zjawisko gdyż temperatura panowała już raczej wiosenna. Przez korony drzew przebijały się ciepłe promienie słoneczne potęgujące odczucie nadchodzącej wiosny. W spokojnym tempie dotarliśmy na Szyndzielnię. Niestety na tej wysokości grzbiet górski był spowity przetaczającymi się, pchanymi przez silny i zimny wiatr chmurami. Zrekompensowało nam to jednak piękno okazałego schroniska PTTK na Szyndzielni, które jest pierwszym powstałym murowanym tego typu obiektem w Beskidzie Śląskim. Schronisko zostało zbudowane w 1897 za sprawą decyzji sekcji niemieckiego Towarzystwa Beskidzkiego (Sektion Bielitz-Biala des Beskidenvereins). Budynek robi naprawdę pozytywne wrażenie.

Schronisko PTTK na Szyndzielni
Schronisko PTTK na Szyndzielni

Po krótkiej przerwie w jego progach udaliśmy się w kierunku Klimczoka trzymając się dalej oznaczeń koloru żółtego. Przy dobrej widoczności moglibyśmy raczyć się panoramą w kierunku wschodnim, chmury jednak z każdą minutą drogi w górę zagęszczały się nad naszymi głowami. Po niespełna dwudziestu minutach wędrówki łagodnym wzniesieniem dotarliśmy do najwyższego punktu naszej trasy, czyli na szczyt Klimczoka (1117 m n.p.m.).

Wierzchołek Klimczoka
Wierzchołek Klimczoka
Spowity chmurami rejon Trzech Kopców
Spowity chmurami rejon Trzech Kopców

Dalej szlak, którym wędrowaliśmy odbija w prawo, w kierunku zachodnim. Klimczok i Błatnią (917 m n.p.m.) dzieli niecała godzina przyjemnej wędrówki. Nam tą wędrówkę urozmaicał zalegający i rozmoknięty śnieg, w którym zapadaliśmy się momentami po kolana. Tym większe zdziwienie wywołał u nas fakt, że tego dnia odbywał się Towarzyski bieg górski Pamięci Żołnierzy Wyklętych śladami Henryka Flamego, którego uczestnicy w drodze na Błatnią nie mieli łatwo. Gdy dotarliśmy na Stołów (1035 m n.p.m.) wyszło słońce i pojawiły się nareszcie jakieś widoki. Mogliśmy stąd rzucić okiem na pasmo Równicy, czy też w kierunku Beskidu Węgierskiego. Była to również zasługa odsłoniętego, pozbawionego drzew terenu w tym rejonie. Dla odmiany zaczęło jednak mocno wiać. Naszym następnym przystankiem było już schronisko PTTK na Błatniej.

Uczestnicy biegu
Uczestnicy biegu
Widok ze Stołowa w kierunku południowym
Widok ze Stołowa w kierunku południowym

Drewniany budynek, już nie tak okazały jak ten na Klimczoku, ale równie, jeśli nie bardziej klimatyczny. W środku ciężko było o wolne miejsce, a to głównie ze względu na regenerujących się tutaj strudzonych biegaczy. Ostatnim etapem naszej wędrówki było już teraz zejście do Jaworza, z którego startowaliśmy. Pogoda poprawiła się na dobre, a słońce i zdecydowanie wyższa niż na początku wycieczki temperatura towarzyszyły nam już do samego końca. Wędrówka z wierzchołka Błatniej odbywała się na całej rozciągłości szeroką i łagodnie opadającą leśną ścieżką. Śniegu z każdym kwadransem leżało coraz to mniej, aż zniknął całkiem na wysokości Rezerwatu Jaworzyna nieopodal jeziora Wielka Łąka.

Schronisko PTTK na Błatniej
Schronisko PTTK na Błatniej

Ostatnim etapem wędrówki był spacer małą dolinką Luizy, w której asfaltowa szosa była opanowana przez spacerowiczów. A jeszcze kilka godzin wstecz szliśmy tędy we mgle nie natrafiwszy na nikogo. Jeśli będziecie mieli w planach spokojny górski spacer z dużą ilością miejsc, w których warto się zatrzymać, to zdecydowanie zachęcamy do sprawdzenia naszego wariantu. My, mimo nie zawsze sprzyjającej aury wróciliśmy do domu w pełni usatysfakcjonowani.


Bartek

Comments: 0