DOLINA WIELICKA - Z ROWERAMI NA SŁOWACJI

Wielicki Staw - 1663 m n.p.m.
Wielicki Staw - 1663 m n.p.m.

Kilka tygodni temu wpadł mi do głowy pomysł, by zorganizować sobie jakąś ciekawą wycieczkę rowerową, a już najlepiej w górskim klimacie. Zacząłem intensywnie szukać na mapach tras rowerowych położonych w takiej odległości od rodzimego miasta, by wyrobić się z wyjazdem w jeden z nielicznych wolnych dni w miesiącu, a jednocześnie żeby wypad był atrakcyjny. Wybór padł na trasę rowerową położoną na terenie Słowacji w Tatrach Wysokich, a dokładnie na drogę z Tatrzańskiej Polanki do Doliny Wielickiej pod „Śląski Dom”. Co spowodowało, że zdecydowałem się na taki wariant? Po pierwsze lokalizacja. Zainteresowani wiedzą bowiem, że z Doliny Wielickiej można np. wdrapać się na najwyższy szczyt Tatr, Gerlach, którego potężna wschodnia ściana góruje nad doliną odbijając swoją posturę w tafli Wielickiego Stawu. Po drugie, Dolina Wielicka, to najwyższy punkt w całych Tatrach, do którego dotrzemy na rowerze. Asfaltowa na całej długości droga zaczyna się przy głównej trasie zwanej Drogą Wolności na wysokości około 1000 m n.p.m., by swój bieg zakończyć po ponad 6 km krętego podjazdu na wysokość około 1670 m n.p.m. Daje to średnio w przybliżeniu 110 m przewyższenia na kilometr pedałowania. Znajdą się pewnie ci, co powiedzą, że taki dystans to pikuś, ale myślę, że zanim ktoś oceni ten podjazd, powinien się z nim zmierzyć. Na wyprawę wybraliśmy się w trzyosobowym składzie. Nie jesteśmy kolarzami górskimi i daleko nam zapewne do formy zawodowca startującego w MTB, ale bez większych zmartwień przy dobrej pogodzie ruszyliśmy w górę.

Widok na Gerlach (2655 m n.p.m.) z punktu startowego przy sanatorium
Widok na Gerlach (2655 m n.p.m.) z punktu startowego przy sanatorium

To, co na początku sprawiało nam najwięcej problemu to wyrównanie oddechu. Nie było czasu na wcześniejszą rozgrzewkę, a natychmiastowy wjazd przy sporym nachyleniu dawał się we znaki od pierwszych metrów. Po paru minutach od startu droga meandruje przez świerkowy las, który miejscami jest zmasakrowany przez wietrzny Armageddon z 2004 roku. Później to już tylko mozolne pedałowanie w pocie czoła i nadzieja, że do końca już niedaleko. W pewnym momencie po lewej stronie drogi ukazał nam się wartki strumień Wielickiej Wody, a gdy dojechaliśmy do przekraczającego ją Wielickiego Mostu, wiedzieliśmy, że jesteśmy na półmetku. Po przekroczeniu mostu, aż do samego końca Wielicka Woda płynie już po prawej stronie drogi. Na trasie spotykaliśmy pojedynczych spacerowiczów (nieporównywalne zagęszczenie w stosunku do „asfaltówki” nad Morskie Oko). Zaskoczyli nas luzacko jadący na rowerach w górę miejscowi, którzy wyprzedzili nas podczas jednej z krótkich przerw na picie wody. Co więcej, jeden z nich …gawędził sobie przez telefon :)

Drogowskazy przy Wielickim Moście - 1304 m n.p.m.
Drogowskazy przy Wielickim Moście - 1304 m n.p.m.

Po około 1h 30min drogi dotarliśmy do miejsca gdzie kończył się las. Przed nami wyłoniły się potężne masywy Gerlacha i Granatów Wielickich, a dostrzec też można było budynek „Śląskiego Domu”. Mięśnie nam zapłonęły, ale zapomnieliśmy o całym trudzie jazdy w górę, gdy naszym oczom ukazała się krystalicznie czysta tafla Wielickiego Stawu. Wyżej na rowerze w Tatry już nie pojedziemy.

Śląski Dom znad Wielickiego Stawu
Śląski Dom znad Wielickiego Stawu
Szmaragdowe wody Wielickiego Stawu
Szmaragdowe wody Wielickiego Stawu
Granaty Wielickie
Granaty Wielickie

Jakby tego wszystkiego było nam mało, zostawiliśmy rowery pod hotelem i udaliśmy się na małą, pieszą wycieczkę wzdłuż zielonego szlaku, który finalnie prowadzi na Polski Grzebień (2200 m n.p.m.). Ze względu na rodzaj naszego ubioru, jak i zdecydowanie niższą temperaturę otoczenia pieszą eskapadę zakończyliśmy przy Kwietnicowym Stawie na wysokości 1812 m n.p.m. (to raptem 17 metrów niżej niż wierzchołek Kominiarskiego Wierchu w Tatrach Zachodnich).

Kwietnicowy Staw - 1812 m n.p.m.
Kwietnicowy Staw - 1812 m n.p.m.
Widok na położony prawie 200 m niżej Wielicki Staw
Widok na położony prawie 200 m niżej Wielicki Staw

Po sesji zdjęciowej udaliśmy z powrotem na parking, by coś zjeść i przygotować się do zjazdu. Sam zjazd w dół to już czysta frajda i dawka adrenaliny, szczególnie wtedy gdy nie nadużywaliśmy klamek :). Ale ostrożności nigdy za wiele, w końcu pierwszy raz przemierzaliśmy tę trasę. W stosunku do półtoragodzinnego wjazdu, na dół zjechaliśmy w około 15 minut. Z czystym sumieniem możemy polecić tę trasę każdemu pasjonatowi rowerowych wycieczek. Byleby nikt nie pchał się tam na składaku bądź rowerem w niepewnym stanie technicznym. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś przemierzymy tę trasę, może tym razem z mniejszą ilością postojów na odpoczynek :)

Trzy grzyby przed zjazdem :)
Trzy grzyby przed zjazdem :)

VIDEO ZE ZJAZDU :)

Comments: 0