CZERWONE WIERCHY, GIEWONT

To miała być typowo jesienna wyprawa na „klasyk” zachodnio tatrzańskich olbrzymów, czyli popularne Czerwone Wierchy. Postanowiliśmy się wybrać na szlak, uznawany za jeden z najpiękniejszych w całych Tatrach. Wpływa na to zdecydowanie fakt, iż z Czerwonych Wierchów rozciągają się wspaniałe panoramy we wszystkich możliwych kierunkach. Tatry Wysokie, Zachodnie, Niżnie, Fatra, Beskidy to tylko ogólniki jakimi się posługuję. Ale sam szlak, jego walory zdecydowanie co roku przyciągają tłumy. Zdecydowaliśmy się na start w Kirach, skąd zielonym szlakiem dotarliśmy do Wyżniej Kiry Miętusiej. Po mniej więcej 1km od startu weszliśmy na szlak czerwony, prowadzący na grań główną Tatr, a konkretniej na Ciemniak (2096 m n.p.m.), który rozpoczyna od zachodu etap Czerwonych Wierchów. Później w perspektywie mieliśmy przejścia przez Krzesanicę (2122 m n.p.m.), Małołączniak (2096 m n.p.m.) i Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.). Na Ciemniak z Wyżniej to około 3 godziny żwawego marszu. Po drodze warto co jakiś czas zatrzymać się by rzucić okiem z innej perspektywy na dosyć (jak dla mnie) śmiesznie wyglądającą zachodnią stronę Giewontu, którą dobrze widać z okolic Upłazińskiej Kopki, czy Pieca. Świetnie stąd widać już Beskid Żywiecki z Babią Górą na pierwszym planie czy, opadający do doliny skalisty grzbiet Kominiarskiego Wierchu (1829 m n.p.m.) zwany Raptawicką Granią. W okolicach Chudej Przełączki naszym oczom ukazała się wspaniała, gigantyczna, wysoka na 200 metrów ściana Krzesanicy opadająca do wiszącej Doliny Mułowej. Stąd do szczytu już tylko chwila. A wejście na szczyt Ciemniaka od tej strony przy doskonałej pogodzie i widoczności jaką mieliśmy, to istne złoto olimpijskie. Gdzie nie spojrzeć, to piękne panoramy. Krywań (2494 m n.p.m.) z całą swoją odnogą, olbrzymi masyw najwyższej w całych Tatrach Zachodnich Bystrej (2248 m n.p.m.), położony dosyć nisko z tej perspektywy Kominiarski Wierch, czy Giewont, to tylko niektóre obrazki warte uwiecznienia. I oczywiście chłodny wiatr z południa, tego czynnika nie mogło zabraknąć. Z tymi widokami maszeruje się do samej Kopy Kondrackiej, z której można iść dalej granią do Kasprowego Wierchu, bądź udać się na północ w kierunku Giewontu. Sama Krzesanica była najwyższym punktem naszej wyprawy, tam też zrobiliśmy sobie przerwę na kolejną sesję fotograficzną i na zjedzenie czegoś przed dalszym marszem. Nie wiele czasu zajęło nam dojście do szczytu Małołączniaka, który patrząc od wschodu ze szlaku wygląda jak istny kopiec kreta. Na Kopie Kondrackiej przyszedł czas na zastanowienie co dalej. Mogliśmy zejść żółtym szlakiem do Doliny Małej Łąki, by dotrzeć do oznaczonej czarnym szlakiem Ścieżki nad Reglami, albo… …wstąpić na Giewont. Długo się nie zastanawialiśmy i ruszyliśmy na „Górę z Krzyżem”. Dodatkowa motywacja płynęła z faktu, że poprzednia wyprawa na Giewont odbyła się w chmurach. Teraz niebo zalewało nas błękitem, a że kondycyjnie nie odczuwaliśmy żadnych problemów, pognaliśmy na szczyt. Szlak był nieco zaludniony, ale to nie był tłok znany z wakacyjnych podbojów tej góry. Mimo, że mieliśmy 26.10, nie dało się wytrzymać w długich rękawach. Jedynie w zacienionych miejscach można było odczuć chłód, poza tym było bardzo ciepło. Po odpoczynku na szczycie zaczęliśmy schodzić ku Dolinie Kościeliskiej przemierzając kolejno czerwonym szlakiem Grzybowiec i później Przysłop Miętusi już na Ścieżce nad Reglami oznaczonej na czarno. Z owej ścieżki doskonale widzieliśmy całą trasę jaką przemierzyliśmy w ciągu dnia. Późnym popołudnie ale jeszcze za dnia, dotarliśmy do Kir. To był jeden z najpiękniejszych dni w górach, pod każdym względem. Polecamy taką trasę na jednodniową wyprawę, szczególnie gdy natraficie na taką pogodę, na jaką trafiliśmy my…

 

Bartek

 

Comments: 0